Istniejące tendencje do łączenia
różnych religii powodowane są najczęściej powodowane
dobrymi intencjami – kierują się głównie chęcią dotarcia
do jednej prawdy. Jednak metoda jest nieodpowiednia. Nie
ma możliwości syntezowania różnych systemów
filozoficzno-religijnych w jedną sztuczną całość. Ona
wtedy już nic nie wyraża.
Chciałbym w niniejszej pracy
przedstawić dość charakterystyczną tezę. Uważam bowiem, że
nie ma potrzeby szukania syntezy religii, gdyż ona już
dawno istnieje. Jest nią Chrześcijaństwo. To ono w symbolu
krzyża, scala wszelkie, optymalne wartości
transcendentne ( a więc określające relację Bóg-Człowiek,
linia wertykalna), oraz immanentne (te odpowiadające za
relację Człowiek-Człowiek), dobro wspólne – linia
horyzontalna). Relacja Bóg- Człowiek jest najsilniej
zaznaczona w religiach monoteistycznych, do których należą
(poza Chrześcijaństwem) Judaizm i Islam. Chrześcijaństwo,
które wyrasta z judaizmu, jest jednocześnie bliższe
islamowi przez postać Jezusa Chrystusa nieakceptowaną w
Judaizmie. Z kolei w religiach orientalnych (daleki
wschód) mocniej zaakcentowana jest relacja
Człowiek-Człowiek (Taoizm, Shintoizm, Buddyzm, Hinduizm),
co również ma swoje jednoznaczne odbicie w
Chrześcijaństwie - "Wszystko co uczyniliście jednemu z
braci moich najmniejszych - mnieście uczynili".
Reasumując, gdyby ktoś chciał
“złagodzić” system Starego Testamentu przez niektóre,
charakterystyczne prądy wschodnie uzyskałby formę
filozofii odpowiadającą "odchrystianizowanemu"
Chrześcijaństwu, tzn. bez rozważania koncepcji
teologicznych (bez bóstwa). Jednym słowem gdyby Chrystus
nie stworzył Chrześcijaństwa, należałoby je stworzyć jako
syntezę innych ówcześnie istniejących religii
transcendentnych i immanentnych i jednocześnie optymalną
formę zgodnego współżycia ludzi (Być może taką próbą były
właśnie słynne Papirusy z Qumran Esseńczyków). Ten, kto
dziś próbuje scalać istniejącą już syntezę
(Chrześcijaństwo) z jej elementami składowymi, popełnia
błąd logiczny, a produkt jego rozważań, będzie z pewnością
uboższy od wyjściowego.
Niezależnie od tego, w jakim wymiarze
traktujemy temat, należy wspomnieć o kluczowej kwestii,
jaką jest naturalne dążenie człowieka do Boga zarówno w
formie “pierwiastka męskiego” - racjonalnego (Islam,
Judaizm) jak i "żeńskiego" - intuicyjnego (taoizm,
buddyzm, hinduizm, szintoizm). W modelu Drzewa Życia
odnajdziemy np. podobieństwa między Judaizmem i Taoizmem.
Chrześcijaństwo jest "męsko-żeńskie".
Protestantyzm bardziej "męski" (Chrystus), prawosławie
bardziej "żeńskie" (NMP, Chrystus), katolicyzm –
"męsko-żeński" (Chrystus, NMP) . W ramach katolicyzmu
wyróżniamy dwa główne nurty filozoficzne: Tomizm i
Augustynizm. Tomizm znowu jest bardziej "męski" – to wiara
zracjonalizowana, oparta na analizie (Człowiek - Bóg -
Człowiek), Augustynizm z kolei jest bardziej "żeński" – to
wiara irracjonalna, oparta na intuicji (Człowiek -
Człowiek - Bóg).
Koncepcja Trójcy (trójjedyności Boga)
nie jest też wcale nowa. Już wcześniej w wielu religiach
były triady bóstw, czasami niezależnych od siebie, czasami
zależnych nawet współistotnych. To również wskazuje na
ewolucję myślową ludzkości.
Judaizm to wewnętrzny żar gwiazdy, a
Chrześcijaństwo jest jej promieniowaniem w świat
zewnętrzny. Nasi “starsi bracia w wierze” czekają w
gruncie rzeczy na to samo, co my (przyjście Mesjasza),
chociaż teologiczne wyobrażenie i uzasadnienie jest
zupełnie inne. Niestety w dialogu ekumenicznym praktycznie
nie ma możliwości osiągnięcia celu, jakim byłoby uznanie
przez Żydów, Jezusa, za pozytywną postać. I o ile w
religiach wschodnich będziemy mieli pod tym względem
niezrozumiały dla nas pluralizm (Jezus – ok., ale jest
jeszcze równolegle ze 20-tu innych “Jezusów” z innymi,
niezależnymi, “równie dobrymi” filozofiami życia; ich
formy ascezy wzbudzają jednak szacunek, nierzadko
mistrzowie buddyzmu stają się wiernymi chrześcijanami np.
Jacques Verlind - francuski fizyk i zakonnik), w islamie
Jezus jest uznawany za proroka (Jego Matka Maryja jest
otoczona również bardzo charakterystyczna czcią,
muzułmanie mają nawet swoją wersję różańca (tu dyskusja
rozbija się głównie o kwestie boskości Jezusa i nie
uznanie niepokalanego poczęcia).