Jakość dostępnych na rynku
wyrobów przemysłowych nadal wiąże się z firmą, która je
wyprodukowała. Niesłusznie, bo obserwowany jest upadek jakości
wyrobów znanych marek. Wynika to z faktu braku ciągłości jej
działania, z tego że nazwę firmy można kupić i produkować dalej
pod jej znaną marką , te same wyroby, a jedynym celem staje się
uzyskanie maksymalnego zysku. Marka przestała już znaczyć to co w
latach jej świetności i prestiżu zdobywanego przez lata całe.
Wyroby markowe nie koniecznie znaczą to, że są synonimem zarówno
jakości jak i użyteczności. Dotyczy to praktycznie wszelkich
wyrobów powszechnej użyteczności, zarówno samochodów, telewizorów
jak i innych urządzeń użytku domowego.
Obłędna pogoń za ciągłym
wzrostem zysku z produkcji, wynikającym nie z postępu
technicznego, organizacyjnego, czy też stosowania nowych lepszych,
bardziej użytecznych materiałów, doprowadza w efekcie do
drastycznego obniżania jakości produkowanych wyrobów, aż do
przekraczania granicy bezpieczeństwa w ich użytkowaniu.
Przykładem najnowszym może być
upubliczniona wada układu sterowania mocą napędu w samochodach
Toyota, w których dla obniżenia kosztów wytwarzania tego
podzespołu fabryka (koncern japoński) zdecydował o wytwarzania go
w byle jakiej fabryce kooperującej.
Tu trzeba zadać pytanie: co to
znaczy zadecydował koncern?, bo dlaczego to już wiemy, dla
obniżenia kosztów wytwarzania. Nie sądzę, by o akceptacji nowego
(tańszego) rozwiązania technicznego podzespołu, wzorem panującym
kiedyś w “socjalistycznej gospodarce planowej” decydował decydent
polityczny. Niestety, był nim na pewno inżynier, który musiał
złożyć swój podpis akceptacyjny pod nowym technologicznie wyrobem.
Warto zauważyć, że nie jest do
końca prawdziwe stwierdzenie o decyzjach politycznych w sprawach
techniki, podejmowanych w systemach tzw. socjalistycznych. Również
wówczas musiał i znajdował się usłużny inżynier, który z jakichś
powodów, nazwijmy je po imieniu jako korzyści majątkowe- awans
-dostęp do dóbr deficytowych, akceptował swoim imieniem
rozwiązanie techniczne sprzeczne z wiedzą i rozsądkiem
technicznym.
Jaki z powyższego wypływa
wniosek dla nas, obecnie działających inżynierów, niektórych ze
stopniami naukowymi, ale zawsze – twórców – mających zawodowy
obowiązek wnoszenia postępu technicznego i technologicznego do
gospodarki ?.
Po pierwsze: widzimy olbrzymią
odpowiedzialność inżyniera za wprowadzanie postępu technicznego i
technologicznego, który jest podstawą wzrostu gospodarczego
państwa. Postęp ten jednak musi być rozumiany w sposób
jednoznaczny jako wynikający z aktualnej wiedzy, realizowany bez
żadnych ustępstw na rzecz polityki. Warto tu pamiętać, że w
przypadku, gdy inżynier firmuje swoim nazwiskiem ustępstwa,
niezgodne z wiedzą w tym zakresie, po prostu potwierdza nieprawdę,
a to jest również karane. Tak było zawsze i będzie w przyszłości.
A tzw. decydenci, kierujący się
innymi niż wiedza kryteriami wyboru, zawsze posługiwali się w
sprawach merytorycznego uzasadnienia swych decyzji, usłużnymi
inżynierami. Przykładem niech będzie epoka tzw. niedoborów w
latach 70-tych, gdy z braku ilości jakościowego cementu
“wymyślono” i produkowano jego technicznie gorszą- mniej
wytrzymałą- markę. Efekty widać dzisiaj na dojazdach tras
łazienkowskich i toruńskiej, gdzie woda wypłukała piasek z
konstrukcji zbrojonego betonu i konstrukcja się wali. To też
musiał i podpisał z własnej woli niestety, z imienia i nazwiska
inżynier, usłużny ówczesnej władzy.
Chcemy obecnie w sposób
jednoznaczny odejść od takich praktyk, które dezawuują zarówno
pozycję i prestiż inżyniera -= twórcy, ale też w efekcie działają
na niekorzyść Polski, poprzez zgodę na wprowadzenia do gospodarki
niby- postępu. I nie dotyczy to tylko udziału inżynierów polskich
w oryginalnych procesach produkcyjnych, które ze względów
uwikłania polskich władz w układy międzynarodowe, są w fazie
zanikowej. Są przecież inne działy gospodarki, które powinny być
poddawane obiektywnej z natury, ocenie technicznej, wtedy gdy
wdraża się nowe techniki i technologie. A dzieje się tak nawet pod
przymusem formalnym organizacji, w których Polska jest członkiem.
Nie możemy, jako inżynierowie,
bezwolnie godzić się na przyjmowanie nowych, rozwiązać
technicznych czy też technologicznych, ponieważ nie wszystkie z
nich są użyteczne dla rozwoju ekonomicznego Polski. Czy
przykładowo rzecz biorąc mamy na terenie kraju wiatry ciągłe o
dużej sile jak Portugalia usytuowana na krańcu europy?, czy mamy
tereny górzyste ze zbiornikami wodnymi umożliwiającymi gromadzenie
energii ? czy mamy dostateczną ilość rzek górskich by czerpać z
nich tzw. czystą energię ? czy mamy położenie geograficzne
śródziemnomorskie i bezchmurne niebo? - nie wobec tego powinniśmy
swoje siły i zamiary skoncentrować na własnych zasobach, a nie
bezmyślnie realizować hasła o “czystych” energiach, które są
możliwe do realizacji gdzie indziej.
Co zatem robić, by jako
inżynierowie zaznaczyć swój czynny udział w zachodzących procesach
modernizacji gospodarki Polski, by nie dopuszczać do wdrażania
niekorzystnych, lub nie przystających do naszych potrzeb i
obiektywnych warunków naturalnych nowych technik czy też
technologii.
Oczywiście nie namawiam na
publiczne protesty ponieważ praktyka działania środków publicznych
masowej komunikacji wyklucza publikowanie innych opinii niż
aktualnie właściwe. Tak już jest i nie należy “kopać się z
koniem”, bo się przegra.
Natomiast należy publikować
teksty wyjaśnień oparte w 100% na wiedzy technicznej, która jest
niemożliwa do podważenia, chociaż można ją zgodnie z obowiązującą
“modą” – zignorować. Róbmy to zatem w swoim kręgu ludzi techniki,
na stronie internetowej SIP.
Okaże się, ilu inżynierów myśli
podobnie i chce się kierować w podejmowaniu decyzji jedynie wiedzą
techniczną, a nie propagandą.
Podsuwam, do oceny technicznej
aktualne problemy związane z użyciem alternatywnych do spalania
surowców kopalnych: węgla, gazu czy też pochodnych ropy źródeł.
Czy lansowane w mediach, bez uzasadnienia technicznego, takie
alternatywne, tzw. czyste źródła energii jak: wiatr, energia
słońca, biogaz, estry uzyskiwane z olejów roślinnych, mają
uzasadnienie techniczne, technologiczne i ekonomiczne? Jak to
policzyć w sposób inżynierski i ocenić obiektywnie użyteczność bez
uciekania się do demagogicznych zwrotów stosowanych powszechnie
przez osoby nie mające technicznego przygotowania i wykształcenia
a jedynie potrafiące operować słowem?
Redaktor